0009-9429-img_003_b_sml_120

Wyławianie Atlantydy

Autor:  Al Capone
Gatunek: Poezja
Wydawca: Strzeliński Ośrodek Kultury
Data wydania: 2014
Data dodania:  29 czerwca 2014, 13:05:54
ISBN: 978-83-922818-8-7

Krótki opis:

debiut poetycki

Fragment:

Noc polarna i bliskość do


Wystarczy udomowić lub przyjąć pod dach
kwazary i odległe ziemie, krańce snów.
Przy roznieconej mapie ogrzeje się podróż,
sny wykonują w ciemno odwiert przez samotność.


Lampa podtrzymująca światło wielorybim tłuszczem
podważa noc, podpiera zupełnie jak deska
podniesione do góry metalowe schody
od schowka, na biegunie zapala wątpliwość,


czy to już dzień, bo przeszło się przez próg płomyka,
czy powrót dogorywa rozkładając drogi.
To jakby poszukiwać na dnie jezior szczytów
najwyższych gór, co jednak nie wyszły z ukrycia,


bo były zbyt nieśmiałe. Wystarczy zasłonić
wszystkie okna śmiertelnym widokiem na ranę:
wycieka z chmur, z pokoju można zauważyć
rażony o poranku jak nożem horyzont.

 

 

 

Nie umrę, pozostanę do końca przy duszy


Czas i tak niczego nie zmieni. Jestem wieżą Babel.
Możesz sprawdzić, przetrząsnąć piwnice i piętra.
Niepokój urządzono w najmniejszych szczegółach.


Nie wierzysz? Smutek mieszka na pierwszym lub czwartym,
nienawiść na parterze stuka w martwy sufit,
a cisza płynie łódką, wiosłując dźwiękami
w śpiew rzeki, rozbija i zwija muzykę jak namiot.


Możesz spytać kto kiedyś był w stanie zbudować
mnie, moje być i nie być i tak nie odpowiem.
Stoimy przecież wszyscy jako inne wieże,
nie mamy nic, co mogło nas zbliżyć ku sobie.


Jakiś warkocz księżniczki, szal z brudnej pościeli?
Nic z tych rzeczy. Ktoś nawet nie musiał nas zburzyć,
bo każde Babel pije z innego języka,
łeb zwieszając na podobieństwo płonącej żyrafy.
 
Zapytaj, czy byliśmy placami budowy,
o styl i rozwiązania nad, architektoniczne.
Wiem tyle, kosmos drzemie w nas światłem węgielnym.

 

 

 

Czasami szukam syren więzionych w butelkach


gwiazdy nie zakorzeniają się na ciałach kobiet
samotność pije z kubków smakowych gdy siedzę
w kawiarni opierając się o własną duszę
a przecież skądś zrywamy dojrzałe bieguny
gdy jednak grawitacja jest wędką pustelnią  
choć nie ma od niej większej czułości w obiegu
tęsknoty z trajektorią błądzącej komety
języki nie wpadają słowami do śliny
nie serca zbudowały zaginione miasta
lecz otwierają się w drzewach paprociach i we krwi
czasami uchylają okienko lub wrota
brzeg morza okazuje się rozbitkiem żaglem
i nie ma intymności bo jest rozwinięty
gdzieś między dnem łapiącym się ostrza powierzchni
a brzegiem snu (gdy zasnę zostaję rozbitkiem)
na lampce oceany wypuszczą korzonki

 

 

 

Atlantyda


Wystarczy, że ją dotknę, by ciemność zapalić -
bez szluga, w pubie jestem rozbitkiem bez wyspy
i słomką wzniecam zimne ognisko w bąbelkach.
Dlaczego nie pamiętam smaku soli morskiej,


zapachu oceanu, próbuję przywiązać
jak nóż do boku przyszłość? Mam zawsze dylemat:
nie lepiej do prawego, ale wtedy czuję,
że lewy mnie porywa na dno Atlantydy.
 
Nie potrafiła pływać, mapa – pustelniczką
zwijana, rozkładana na stole – samotni.
Zupełnie nic nie znaczy potrząsanie kośćmi,
na których nie wypadną przodkowie bez oczu.

 

 

 

Przesilenie


1.


nie będę pustelnikiem wśród półek w dyskontach
na kwadrans przed zamknięciem galerii handlowej
 
Nomadem z wędrującym na oklep spojrzeniem
na okularach przeciwsłonecznych po trzeciej przecenie
 
pić shake’a zaglądając przez słomkę by dostrzec
światełko lub samotność na końcu tunelu


2.


przejęzyczam się jakbym jadł płatki na sucho
w poprzek ugryzł się w język próbując przekreślić


budował Wieżę Babel zwijając w rulonik

mam w buzi Atlantydę a potop jest śliną


na drogę nie zabieram ze sobą przystani
wypłynę na łzie - wpada do morza chusteczki


by w końcu wejść na wieżę kosmyka - przyczepił
się na bluzie i został rozbitkiem czułości


3.


wmawiam sobie że słońce jest pępkiem bez brzucha
kobiety noszą gotyk na rzęsach i tipsach


dlaczego wczesne ranki zajączek na ścianie
krwawią jasno zachodząc bez ciemnych wyjaśnień


to chciałbym wytłumaczyć wytłumić wśród tłumu
prowadzić operacją na otwartej tęczy


kabriolet jako armię przecież w kolcu róży
wybija źródło rwącej do bólu czułości

 

Komentarze (15)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się